czwartek, 7 stycznia 2016

Rozdział pierwszy: Początek

- Hej, Sam! - Słyszę krzyk i momentalnie się odwracam. Widzę zbliżającą się do mnie szybkim krokiem osobę.
- Maddie! Ale mnie wystraszyłaś! - Szturcham ją delikatnie w ramię i posyłam karcące spojrzenie.
- Wybacz, ale mam dla ciebie super wiadomość. Nie uwierzysz w to co się stało! - mówi z takim podekscytowaniem, że mogę się domyśleć tego, co się "stało". Są dwie opcje. Pierwszą jest  kolejna randka Mads z super przystojnym sportowcem, który zamiast mózgu posiada papkę. Tak, zdaję sobie sprawę, że sama powinnam lecieć na ten typ faceta. Cóż w końcu jestem nastolatką, ładna klata, super auto i popularność - to najbardziej liczy się dla dziewczyn w moim wieku. Rzecz jasna istnieje parę wyjątków od reguły, niestety moja najlepsza przyjaciółka nim nie jest. Ja natomiast jak najbardziej. Praktycznie wcale nie umawiam się na randki, a jeśli już to z kimś, kto jest warty mojego czasu. Tutaj właśnie pojawia się opcja numer dwa, czyli próba zeswatania mnie z jakimś bezmózgowcem. Nie przerywam jednak mojej przyjaciółce i wysłuchuję do końca tego, co mam mi do powiedzenia.
- Kojarzysz Asha Branda? - pyta, a mi momentalnie staje przed oczami twarz kapitana drużyny futbolowej. Ciężko żebym go nie znała. Jest chyba najbardziej popularną osobą w naszej szkole.
- Tak. - odpowiadam krótko nie siląc się nawet na dłuższą wypowiedź.
- Otóż dzisiaj pytał o CIEBIE! Rozumiesz Sam!!? Najfajniejszy chłopak w całej szkole chce się umówić właśnie z tobą! - Mam wrażenie, że Maddie zaraz wyjdzie z siebie. Kompletnie nie rozumiem jej podekscytowania. Okej, gdybym umówiła się z Ashem moja popularność momentalnie by wzrosła, ale na co mi to? Pewnie jest kolejnym facetem, który chce się tylko zabawić i nie liczy się z czyimiś uczuciami. Zastanawiam się nad tym, ile dziewczyn już porzucił, wykorzystał lub zranił. Chyba do zliczenia tego wszystkiego musiałabym zainwestować w kalkulator.
- Jej! To super! Nie wierzę! Totalnie muszę się z nim umówić!! - udaję podekscytowaną cała sytuacją.
- Naprawdę? - pyta z nadzieją moja przyjaciółka, a ja z litości nie ciągnę dalej mojego przedstawienia.
- Nie. - odpowiadam i wybucham śmiechem - Myślisz, że polecę na jego tanią buźkę, prześpię się z nim, a później będę żałowała tego do końca swojego życia? To trochę nie w moim stylu Mads...
- Sam nie możesz tak wiecznie odrzucać propozycji wszystkich fajnych facetów! Ludzie zaczynają brać cię za dziwaczkę.. - ostatnie zdanie wypowiada niemal szeptem. Jakby bycie innym niż reszta było czymś złym. Bardzo lubię Maddie, poznałyśmy się w dzieciństwie i od tamtej pory jesteśmy praktycznie nierozłączne, ale ona nie rozumie tego, że nie chcę być jak wszyscy.
- Mads kiedy to w końcu do ciebie dotrze, że ja   j e s t e m dziwaczką? A co gorsza, wcale nie chcę tego zmienić. 
 - Sam nie wiem, czy ja tak dłużej potrafię. Ludzie wciąż się ze mnie śmieją, bo moja najlepsza przyjaciółka cały czas zachowuje się po prostu dziwnie! Czy mogłabyś chociaż udawać normalną!? - Ostatnie zdanie wykrzykuje, a ja nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje. Moja najlepsza przyjaciółka właśnie krzyczy na mnie dlatego, że jestem sobą!? Przecież to niemożliwe! Zawsze mogła liczyć na moje wsparcie, pocieszałam ją za każdym razem, kiedy jakiś facet postanowił zakończyć ich znajomość. Nigdy nawet nie skomentowałam jej zachowania i dzielnie znosiłam próby swatania, a ona wypomina mi to, że nie chodzę do łóżka z każdym, kto się rusza?
- Ty masz czelność mówić mnie, że jestem nienormalna!? Co najmniej nie pieprzę się na prawo i lewo! Wiesz co Mads? Jak tak bardzo ci przeszkadzam, to może znajdź sobie innych przyjaciół! Takich którzy podzielą twój entuzjazm do jednorazowych numerków! - krzyczę na nią i odchodzę nie wysłuchawszy nawet odpowiedzi. Złość aż we mnie buzuje. Zaczynam biec. Muszę jakoś wyładować swoją frustrację. Kieruję się w stronę pobliskiego parku, bo wiem, że tam będę mogła pomyśleć w ciszy i spokoju. Po kilku minutach jestem już blisko celu. Mijam rząd ławek i kieruję się ścieżką do "mojego miejsca". Mniej więcej rok temu natrafiłam na wielkie stare drzewo, którego gałęzie są ułożone stosunkowo nisko, więc bardzo łatwo się na nie wdrapać. Zawsze gdy mam jakiś problem przychodzę właśnie tutaj. Podziwianie harmonii tego parku i pobyt na łonie natury bardzo mnie wyciszają. Czuję się wtedy tak, jakbym była w innej galaktyce, a wszystkie problemy znikają jak za machnięciem różdżki. Niestety rzeczywistość jest zupełnie inna i właśnie daje mi w twarz. 
- Co ty tutaj robisz!? - Wrzeszczę nawet nie próbując zachować panowania nad sobą.
- No wiesz odpoczywam, obserwuję przyrodę i takie tam.. - odpowiada Ashton Brand siedząc sobie na najniższej gałęzi drzewa z paskudnym uśmiechem na twarzy.
- Jeśli myślisz, że mi zaimponujesz prześladowaniem i zajęciem jedynego miejsca, w którym od czasu do czasu udaje mi się posiedzieć w spokoju to się mylisz! Postawmy sprawę jasno, w życiu nie pójdę z tobą do łóżka, nie jestem jak te tłumy lasek, które wręcz walą drzwiami i oknami do twojej sypialni. Więc zaoszczędź czasu sobie oraz przy okazji mnie i po prostu sobie stąd idź! - Cholera! Teraz to już chyba trochę przesadziłam... Chociaż to jego wina, po co tutaj przychodził!? 
- Ktoś tutaj ma chyba za duże ego i bynajmniej nie jestem to ja. Kotku jeśli myślisz o spędzeniu upojnej nocy w moim towarzystwie to nie ma co się kryć, ale wątpię żebym był zainteresowany taką pierwszą lepszą dziewczyną... może powinniśmy się najpierw lepiej poznać? - mówi ze śmiechem. To są chyba jakieś żarty.. Przecież Mads.. O nie! Ona chyba mnie po prostu testowała.. Nie było żadnego zainteresowania ze strony Ashtona, gwiazdy futbolu. Rumieniec natychmiast wykwita na mojej twarzy, ale równocześnie jestem wkurzona! Jak on mógł nazwać mnie tą "pierwszą lepszą"? Panuje we mnie żądza mordu... wyobrażam sobie łamiącą się gałąź drzewa, na którym siedzi roześmiany w najlepsze chłopak. Pochylam głowę kryjąc zażenowanie, aż tu nagle słyszę trzask. Odwracam się natychmiastowo w stronę drzewa i widzę złamaną gałąź, dokładnie tak, jak to sobie wyobraziłam. Zamieram. Przecież to nie może być prawda! Chyba mam jakieś halucynacje, mój mózg po prostu płata mi figle. Słyszę jęk i uświadamiam sobie, że to wszystko dzieje się w rzeczywistości. Momentalnie podbiegam do Asha, który siedzi i łapie się za kostkę. 
- Czy coś ci się stało? - Pytam z autentycznym przerażeniem w głosie. 
- Nie... siedzę sobie i trzymam się za kostkę dla własnej przyjemności. - burczy pod nosem. Miło wiedzieć, że nic poważnego mu nie dolega. Wtedy nie siliłby się raczej na takie żarty..
- Chodź, pomogę ci wstać. - Proponuję i podaję mu rękę. Po chwili czuję jego ciepłą skórę stykającą się z moją. Przechodzi mnie dreszcz. Opanuj się idiotko! - krzyczę na siebie w duchu. Udaje mi się podtrzymać Asha i powolnym krokiem zmierzamy w kierunku ławek.
- Może zadzwonić na pogotowie? - pytam nie wiedząc jak mogę pomóc chłopakowi.
- Na parkingu obok parku mam samochód. Zawiozłabyś  mnie do domu? 
- Jasne. - Powolnym krokiem zmierzamy do celu. Żadne z nas się nie odzywa, ale o dziwo ta cisza wcale nie jest niezręczna. Przynajmniej dla mnie. Może po prostu wysiłek fizyczny sprawia, że nie przejmuję się takimi głupotami. Muszę przyznać, Brand sporo waży. Po kilkunastu męczących minutach jesteśmy już na parkingu. Ash wskazuje na starego, ledwo trzymającego się kupy gruchota, wręcza mi kluczyki i mówi:
- To ten. - Nie wierzę, pewnie znowu się ze mnie nabija. Tym razem go przejrzałam!
-  Chyba nie mówisz poważnie? Tym razem nie dam się nabrać, przykro mi...
- Samanto jestem poważny jak cholera! Po prostu weź te kluczyki, otwórz to pieprzone auto i zawieź mnie do domu.. - mówi , a w jego głosie wyczuwam smutek i rezygnacje. Momentalnie zastanawiam się nad tym, czy czasem źle go nie oceniłam. Przypominam sobie jednak jego żarty w parku i całe współczucie mija z prędkością światła. Wybucham śmiechem równocześnie wsiadając na siedzenie kierowcy.
- Co mamusia z tatusiem się wkurzyli i odcięli cię od kasy? Oh Ash ja naprawdę nie wiem jak oni mogli! - śmieję się w dalszym ciągu, nawet nie czekając na jego odpowiedź. 
- Wyobraź sobie, że mój ojciec zostawił matkę kiedy byłem jeszcze małym dzieckiem, a ona pracuje na dwóch zmianach żeby zapewnić mi dach nad głową i jedzenie. Więc odpowiedź brzmi nie. Na wakacjach sam zarobiłem na ten samochód ciężką pracą, o której ty nawet nie masz pojęcia. Więc proszę cię przestań do cholery jasnej mnie oceniać, bo tak naprawdę nic o mnie nie wiesz. - mówi to wszystko bardzo spokojnym tonem, co przeraża mnie jeszcze bardziej niż gdyby się na mnie wydarł. Wyczuwam, że jest naprawdę zdenerwowany i postanawiam jakoś naprawić błąd, który właśnie popełniłam. Odpalam samochód i mówię:
- Ash przepraszam, po prostu miałam dzisiaj beznadziejny dzień i się na tobie wyżyłam, bo byłeś pod ręką. Masz rację, nic o tobie nie wiem, ale cię oceniam. Krytykowałam takie postępowanie, a teraz robię identycznie. Wybacz mi. - to wszystko jest prawda. Zachowywałam się dzisiaj jak rozpieszczony bachor. Jednak chłopak wykazuje się wielką wyrozumiałością i mówi:
- Jasne, wiem jak to jest. Też przepraszam za naśmiewanie się z ciebie. Po prostu nienawidzę kiedy ludzie bezpodstawnie mnie oceniają i skreślają.
- Nie ma sprawy, więcej już nie popełnię tego błędu. - Odpowiadam i się uśmiecham, resztę drogi spędzamy w ciszy. 


9 komentarzy:

  1. Bardzo ładny rozdział. Podoba mi się ogólna treść, jedyne co się doczepie to początek, że nie widać nic tylko musze zaznaczać fragmenty żeby doczytać. Zmieniłabym kolor. A tak to świetne opowiadanie xx
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się podoba Samanta ,jest bardzo konkretna i nie daje sobie w kasze dmuchać to mi się bardzo podoba,co do Maddi jakoś nie wyobrażam sobie żeby w jaki kolwiek sposób zrozumiała ta postać:D Sama się zdziwiłam kiedy Ash wyznał swoją sytuację życiową i jednak nie jest typowym popularsem ,czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie. Postacie są takie...ludzkie. Twój sposób opisywania mnie zachęcił do czytania kolejnych rozdziałów.
    - Sagiri

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się ciekawie!
    Długość rozdziału to wielki plus.
    Ładnie wykreowałaś bohaterów.
    Czekam na następny wpis! C:

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się ciekawie!
    Długość rozdziału to wielki plus.
    Ładnie wykreowałaś bohaterów.
    Czekam na następny wpis! C:

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, trafiłam na Twoje opowiadanie przez jeden ze spisów. Od razu mi się spodobało, piszesz ciekawie, a postacie nie są sztuczne. Momentalnie polubiłam Samanthę :). Z niecierpliwoscią czekam na kolejny rozdział, a w międzyczasie zapraszam do mnie. Her-infinity.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Super blog, bardzo mi przypadł do gustu twój styl pisania! Zapraszam do siebie na wioskaksiazek.blog.pl Może wpadniesz i zostawisz komentarz?

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział naprawdę świetny, bardzo mądrze to napisałaś, jedynie powinnaś zwrócić uwagę na interpunkcję i język. 😉 Oczywiście czekam na kolejny rozdział i życzę weny, i chęci do pisania!
    Liczę też, że zajżysz kiedyś do mnie do mojego Zbioru Opowiadań. 😀

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobry wieczór :) Przeczytałam obie notki i powiem tak - o interpunkcji i gramatyce nie będę się wypowiadać, bo sama nie jestem mistrzem. Kilka rzeczy zauważyłam, ale nie będę się czepiać.
    Sama treść jest ciekawa, osobiście lubię trochę dłuższe rozdziały, ale to nie jest coś, co powinnaś brać do siebie.
    Zadam pytanie. I mam nadzieję, że na nie odpowiesz, jeśli nadal prowadzisz tego bloga.
    Mniej więcej na kiedy planujesz kolejny wpis? I czy w ogóle go planujesz? Chętnie przeczytam.
    Oczywiście zapraszam do siebie, ale nie zmuszam. Póki co mam tam dokładnie taką samą ilość postów jak ty, więc szału nie ma :)
    Liczę na to, że jednak dodasz coś nowego. Życzę powodzenia i lekkiego pióra :)
    Pozdrawiam,
    Nieznajoma.
    http://touchyourfaith.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze z pewnością będą one odwzajemnione <3